Co to w ogóle jest?
Dim sum to niewielkie przekąski wywodzące się z południowych Chin, smażone, pieczone lub gotowane na parze i podawane w małych porcjach na drobnych naczyniach lub w koszyczkach. Posiłkom zawsze towarzyszy picie herbaty, a cały rytuał nazywany jest yum cha, co dosłownie oznacza „pić herbatę”. Jest to kantoński zwyczaj charakterystyczny dla prowincji Guangdong, prowincji Guangxi, Hongkongu czy Makau. Herbata – najczęściej jaśminowa, pu-erh lub oolong – nie jest jedynie dodatkiem, lecz integralną częścią posiłku. Każdy region ma własne wersje oraz tradycje spożywania dim sum. Restauracje dim sum są bardzo popularne zarówno wśród lokalnej ludności, jak i turystów, dlatego w najbardziej polecanych miejscach trzeba swoje odstać.
Wizyta w praktyce
Jeżeli na zewnątrz nie ma kolejki to wchodzimy do środka i czekamy, aż obsługa zaprowadzi nas do stolika. Jeżeli kolejka jest, również wchodzimy do środka. Obsługa zapisuje nas na listę oczekujących. Wychodzimy z kartką menu i formularzem zamówienia (czasem także z ołówkiem) i wracamy do kolejki. Nigdy nie czekaliśmy dłużej niż 30 minut. Stoliki są współdzielone, zazwyczaj dwu- lub czteroosobowe, często z niewysoką przegrodą, więc może się zdarzyć, że obok nas będą siedzieć ludzie dosyć blisko – włącznie z ocieraniem się łokciami.
Menu i formularz
Na jednorazowym formularzu należy wpisać numer stolika oraz liczbę osób. Gdzieś na pierwszej stronie znajduje się informacja, ile kosztuje herbata dla jednej osoby. Herbata nie jest opcjonalna – nie da się z niej zrezygnować; odpowiednia kwota zostanie automatycznie doliczona do rachunku. Mając to za sobą, przechodzimy do najważniejszego, czyli głównego menu. Dania zaznacza się niczym na kuponie lotto. W niektórych restauracjach stawia się krzyżyk w kwadraciku obok obrazka, w innych – menu ze zdjęciami jest zalaminowane, a do zaznaczania służy osobna mała kartka zapisana wyłącznie po chińsku. W takich wypadkach trzeba polegać na numerach dań, chyba że zna się kantoński. Karteczkę przekazujemy obsłudze.



Lawina dań
Po odebraniu karteczki obsługa podlicza posiłki i podaje rachunek. Jeśli chce się coś dodatkowo zamówić, nie ma problemu – trzeba zaznaczyć na kolejnej karteczce. Dania na stole pojawiają się stopniowo. Obsługa obserwuje postępy w jedzeniu i gdy tylko znajdzie puste naczynia czy koszyczki, od razu je zabiera i podaje kolejne. Herbaty nie zabraknie – co jakiś czas jest wymieniana na pełny dzbanek. Ceny dań oscylują w granicach 10–20 zł. Zwykle wychodziliśmy najedzeni po pięciu daniach, płacąc około 75 zł. Na koniec idzie się z rachunkiem do kasy. W niektórych lokalach jest dostępna opcja płatności kartą, choć Hongkong raczej stoi gotówką. Nie jest to jednak problem – w HK wypłata z bankomatu bez prowizji jest możliwa.
Co zamówić?
Najlepiej wszystkiego po trochu. Tego typu restauracje są bardzo dobrym sposobem na degustację kuchni regionalnej. Porcje są niewielkie, więc nawet jeśli coś nie przypadnie nam do gustu to nie będzie dużym marnotrawstwem. Jeżeli nazwa jest nieprzekonująca to mimo to warto spróbować, bo może okazać się czymś naprawdę smacznym.
Naszym ulubionym daniem jest Cheong Fun. Nazwa nawiązuje do jelita, ale jest to po prostu rodzaj ciasta ryżowego przypominającego flaki. Podawane z samym sosem albo z nadzieniem, np. wieprzowiną char siu. Ciężko je chwycić pałeczkami. Podobnym daniem jest zhaliang, czyli ciasto w cieście: youtiao zawinięte w ciasto ryżowe. Smakuje lepiej niż brzmi i wygląda.



- Ośmiornica w sosie (zdjęcie poniżej)

- Lor mai fan/Lor mai kai – ryż gotowany na parze, czasem z kurczakiem, w liściu lotosu (zdjęcia poniżej).


- Char siu bao – bułeczki z wieprzowiną. W sieciówce One Dim Sum można zamówić złote bułki z żółtkiem. Mają słodkawy smak i wyglądają bardzo instagramowo (zdjęcie poniżej).

Najsłynniejsze dim sum to ha gaau (har gow) i siu mai, ale ich nie próbowaliśmy ze względu na zawarte w nich skorupiaki.

Dodaj komentarz