Boten (ບໍ່ເຕັນ) to miasto graniczne w Laosie, tuż pod chińską granicą, położone w centrum szlaku turystycznego Xishuangbanna-Luang Prabang-Chiang Mai. Od czasu otwarcia linii kolejowej Kunming-Wientian przyciąga turystów, którzy z jakiegoś powodu preferują wizę on-arrival. Ci turyści są zmuszeni we własnym zakresie pokonać trasę od dworca w Mohan do dworca w Boten (chociaż to ma się zmienić).
Więcej o przekraczaniu granicy chińsko-laotańskiej 👉
Więcej o biletach kolejowych w Laosie 👉
Boten sprawia wrażenie opuszczonego placu budowy. Wszędzie unosi się pył, a ogromne budynki kontrastują z pustką na ulicach. Tu i ówdzie biegają bezpańskie psy. Nasz hotel za to wyglądał na 5* premium quality, chociaż za noc zapłaciliśmy tylko 40 zł.



Wcześniej Boten prosperowało, ponieważ działały tam kasyna. Jednak pod koniec 2010 roku pojawiły się doniesienia o zatrzymywaniu przez operatorów kasyn turystów, którzy nie byli w stanie spłacić swoich długów hazardowych. Wysłano urzędników z prowincji Hubei, aby wynegocjowali ich uwolnienie. Wkrótce potem, pomimo położenia Boten na terytorium Laosu, chińskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych nakazało zamknięcie kasyn, zaostrzyło kontrole graniczne i odcięło dostawy prądu do miasta. Miasto szybko zaczęło podupadać. Większość właścicieli sklepów i restauracji zwinęła swoje interesy i wyjechała.


Obecnie Boten stanowi kluczowy szlak dla Chin, umożliwiający im wejście na Południowy Pacyfik oraz dołączenie do Morskiego Jedwabnego Szlaku przez Azję Południowo-Wschodnią. Znajduje się tu specjalna strefa ekonomiczna „na terytorium, ale poza strefą celną” (境内关外). Handel, finanse międzynarodowe, inwestycje transgraniczne, przetwórstwo, składy celne oraz międzynarodowe usługi logistyczne są w niej zliberalizowane. Dodatkowo przedsiębiorstwa produkujące i montujące towary w Boten mogą uzyskać laotańskie świadectwo pochodzenia „Made in Laos” na eksport oraz korzystać z różnych przywilejów obowiązujących w krajach rozwiniętych (np. europejskiego GSP i związanego z nim programu EBA). W 2011 roku chińska grupa Yunnan Haicheng podpisała umowę o wejściu do strefy i przejęciu pełnej odpowiedzialności za planowanie, budowę oraz zarządzanie Boten.
W rezultacie Boten jest dziś bardziej chińskie niż laotańskie. Łatwiej zapłacić tu chińskimi juanami niż kipami laotańskimi. Ceny podawane są wyłącznie w juanach albo jednocześnie w juanach i kipach. Jest nieco drożej niż w Chinach.


Alipay i WeChat są bez problemu akceptowane, a chińskie karty SIM działają jakbyśmy nigdy nie wyjechali z kraju. Większość mieszkańców posługuje się wyłącznie językiem mandaryńskim. Kiedy próbuję zapytać sprzedawcę o lokalną kartę SIM po laotańsku i angielsku, to macha na mnie rękami. Dogadujemy się dopiero po chińsku.
Większości ulic próżno szukać na mapach Google. Widać je na widoku satelitarnym, ale nawigacja nie działa.
Boten funkcjonuje w pekińskiej strefie czasowej.
Wymiana walut
W Boten są banki i bankomaty. Walutę można też wymieniać w marketach. Nie ma nigdzie oficjalnego kursu, ani informacji “tu wymienisz walutę”. Trzeba pytać osoby za ladą. Oczywiście po chińsku.
Laotańska karta sim
Również można taką kupić w markecie. Sprzedawca powinien nam ją od razu zarejestrować i sprawdzić czy działa. W Laosie fizyczne karty SIM są tańsze od e-sima w Airalo.
Sklepy i restauracje
W mieście znajduje się jedna kawiarnia w zachodnim stylu, kilka chińskich knajpek oraz dwa sklepiki typu convenience store (bianlidian), które ewidentnie są podróbkami popularnego 7-11. Kiedy siedzieliśmy przy zewnętrznym stoliku w kawiarni, po drugiej stronie ulicy nasze rozmowy zagłuszał młot udarowy. Ot, uroki miasta, które jest jednym wielkim placem budowy.



Boten posiada również mokry targ. Można tam kupić świeże jedzenie, ale też np. czipsy i napoje które od niepamiętnych czasów grzeją się w laotańskim słońcu. Biegają tam kury, a jeśli ktoś ma pecha, może natrafić na widok dekapitacji ptaka, dlatego osoby wrażliwe mogą ten punkt programu sobie odpuścić.





Dodaj komentarz