
Papan leży w regionie Perak w Malezji, niedaleko miasta Ipoh. Teraz już opuszczone, ale prosperowało kiedy Ipoh było jeszcze małą wioseczką. W 1879 Papan było opisywane jako „najważniejsze osiedle wydobywcze w regionie Kinta”.
Historia Papan
Przemysł drzewny
Zanim jednak rozkwitł tam przemysł wydobywczy, w Papan produkowano… papan. Papan to po malezyjsku/indonezyjsku „deski”. W latach 40. XIXw. z Papan eksportowano drewno chengal, czyli drewno pozyskiwane z gatunku Neobalanocarpus, który obecnie jest zagrożony wyginięciem. Chengal jest bardzo twardy i wytrzymały na warunki tropikalne. Używa się go do budowy łódek, do konstrukcji budynków i do bardzo ekskluzywnych mebli. Z tego drewna w 1847 została zbudowana Świątynia Kwan Yin poświęcona bogini miłosierdzia Guanyin. W 1898 odbudowano ją z cegieł.
Gdy przemysł w Papan powoli przerzucał się na wydobycie cyny, drewno chengal było używane do konstrukcji różnego ekwipunku w kopalniach.
W okresie największego rozkwitu górnictwa w Papan istniały największe kopalnie cyny w całej Malezji. Zatrudniały setki ludzi, głównie Malajów, ale także Chińczyków. W 13 kopalniach pracowało ponad 500 osób. Do zamożności Papan przyczynił się również fakt, że w 1888 r. cena cyny na londyńskiej giełdzie osiągnęła rekordowo wysoki poziom.
Bójka w burdelu
W 1887 roku konflikt między dwoma chińskimi secret societies – Hai San i Ghee Hin odżył na nowo. Te 2 stowarzyszenia przez dziesięciolecia toczyły ciągłe bitwy, które znane są jako wojny Larut. W 1874 zawarli rozejm w ramach traktatu Pangkor, ale napięcie między nimi się utrzymywało. Wystarczyła iskra – 13 lat po rozejmie bójka w burdelu przerodziła się w pełnoskalowe starcia znane jako Papan Riot. Po każdej stronie stanęło do walki blisko 10 tysięcy ludzi.
Ruch oporu przeciwko okupacji japońskiej
Na tym brutalna historia Papan się nie kończy. Podczas japońskiej okupacji Papan było centrum dowodzenia Malajskiej antyjapońskiej armii partyzanckiej MPAJA. Warto tutaj wspomnieć o pielęgniarce Sybil Kathigasu, która pomagała armii i której dom można do dziś znaleźć w Papan. Kathigasu i jej mąż potajemnie przechowywali odbiorniki krótkofalowe. Ponieważ Kathigasu biegle mówiła po kantońsku, mogła dyskretnie dostarczać leki, udzielać pomocy medycznej oraz przekazywać informacje członkom ruchu oporu. Ostatecznie wraz z mężem i dziećmi została aresztowana przez japońską policję wojskową Kempeitai. Cała rodzina była brutalnie torturowana podczas przesłuchań. Kathigasu pozostaje jedyną Malajką odznaczoną Medalem Jerzego (George Medal) za wyjątkową odwagę.
W tym okresie wydobycie cyny w Papan zeszło na dalszy plan. Produkcja została drastycznie ograniczona, a w wielu kopalniach całkowicie wstrzymana.
Relokacja i spadek cen na giełdzie
Nowa szansa pojawiła się w 1977 roku, gdy lokalna spółka górnicza odkryła nowe złoże cyny znajdujące się bezpośrednio pod miastem. W ramach przygotowań do eksploatacji przeniesiono 60 gospodarstw domowych do pobliskiej Kampung Papan Baru (to jest nazwa przystanku, na którym należy wysiąść), a pozostałą część miasta planowano przesiedlić, aby udostępnić teren pod nowe kopalnie. Wydawało się, że Papan ponownie stoi u progu gospodarczego odrodzenia. Los miasta potoczył się jednak inaczej. Wkrótce ceny cyny na światowych rynkach gwałtownie spadły, przekreślając plany reaktywacji wydobycia.
Odpady radioaktywne
Ostatecznym gwoździem do trumny dla Papan był jednak… radioaktywny kryzys.
W 1982 roku w Bukit Merah w stanie Perak powstała firma wydobywająca metale ziem rzadkich o nazwie Asia Rare Earth Sdn Bhd (ARE). Ich działalność polegała na wydobywaniu itru, metalu ziem rzadkich, z minerału zwanego monacytem. Monacyt może zawierać niewielkie ilości pierwiastków radioaktywnych, takich jak tor i uran.
Mieszkańcy pobliskiego Papan, położonego około 16 km od Ipoh, od początku skarżyli się na dym i odór wydobywające się z zakładu. Zapach był tak intensywny, że wielu z nich miało trudności z oddychaniem, a podrażnienie oczu powodowało łzawienie. Dwa lata po uruchomieniu fabryki, w 1984 roku, mieszkańcy odkryli, że ARE wybudowało kanał odprowadzający odpady do składowiska zlokalizowanego w pobliżu ich miasta. Lokalizację wyznaczyły władze stanowe.
Rozpoczęły się protesty, zbieranie podpisów pod petycjami i strajki głodowe. Do Malezji zaproszono międzynarodowych ekspertów. Profesor Sadao Ichikawa, specjalista w dziedzinie radiologii i genetyki, przeprowadził pomiary promieniowania na otwartym terenie oraz w zbiorniku wodnym w pobliżu zakładu. Według jego ustaleń poziom promieniowania był nawet 800 razy wyższy od dopuszczalnego maksimum.
Spór sądowy trwał osiem lat. Mieszkańcy ostatecznie wygrali proces z paskudną korporacją, jednak strach przed skażeniem, przypadki białaczki i wad wrodzonych u dzieci oraz równoczesny upadek przemysłu cynowego przyspieszyły wyludnianie się i upadek Papan.
Papan i Ipoh
Pod wieloma względami Papan dzieli los swojego północnego sąsiada, Ipoh. Oba miasta wyrosły na fali gorączki cynowej, oba doświadczyły japońskiej okupacji i okresu komunistycznej rebelii, a w latach 80. oba odczuły skutki załamania rynku cyny. Różnica polega na tym, że Ipoh zdołało się przekształcić i stało się jedną z ikon turystycznych Malezji, podczas gdy Papan osunęło się w zapomnienie.
Informacje bardziej praktyczne (i zdjęcia)
Koniec o historii. Nie wiedzielibyśmy o Papan, gdyby nie przypadkiem spotkana w ogrodzie botanicznym na Penang Katarina ze Słowacji (pozdro 600 <3). Zwiedzaliśmy w trójkę najdalsze zakamarki ogrodu, dzieliliśmy się spostrzeżeniami na temat języka malezyjskiego i dyskutowaliśmy o dalszej podróży. Okazało się, że wszyscy w tym samym czasie jedziemy do Ipoh. Będąc w Ipoh Katarina napisała do nas na Whatsapp z pytaniem czy skoczymy z nią do takiej jednej opuszczonej wioski, bo „ona się troche cyka”.

Pojechaliśmy z głównego dworca autobusem A36 na przystanek Papan Kampong Baru. Bilet kupuje się u kierowcy, podróż trwa 20-30 minut. Z przystanku trzeba iść jeszcze ok. 1.5 km przez pola. Po drodze można spotkać fajne żyjątka.


Po drodze mija się wcześniej wspomnianą świątynię Kwan Yin / Koon Yim. Byliśmy tam dzień po chińskim nowym roku, w pierwszym dniu roku węża, i cały teren był usłany pozostałościami po fajerwerkach. Zmierzając do Papan Katarina opowiadała nam jak prawie umarła na dyzenterie w Indonezji, a jej kolega został pogryziony przez wściekłą małpę w Nepalu.


W Papan można się poczuć jak Aloy w grze Forbidden West. Do niektórych opuszczonych budynków można wchodzić, w jednym jest coś w stylu informacji turystycznej. Na niektórych budynkach było po chińsku napisane, żeby uważać na złe psy. Rzeczywiście są tam psy, ale nie miały siły wstać i wyglądały na bardzo chore.


Jeżeli nie zna się chińskiego, to czerwone napisy na ścianach mogą przyprawiać o ciarki na plecach. Jeżeli się zna chiński, to można się domyślić, że oryginalnie było tu napisane „palarnia”. Na kolejnym widać wyraźnie napis „toaleta”.


Papan nie jest zbyt popularnym miejscem wśród turystów. Nie było tam nikogo poza naszą trójką (i chorymi psami).







W Papan i okolicy nie ma żadnych sklepów, ani restauracji, więc koniecznie trzeba wziąć ze sobą zapas wody. Autobus A36 kursuje mniej więcej raz na godzinę. Można też rozważyć zamówienie przejazdu w aplikacji Grab.

Dodaj komentarz